sarko bez objawów??????

Objawy, dolegliwości...

sarko bez objawów??????

Postautor: vicotec » 31 października 2013, 16:28

Tak siedzę i analizuję tę moją "podejrzewaną" sarko... Czy to jst możliwe, żeby choroba przebiegała w zasadzie bezobjawowo? Ze strachu przed ziarnicą wyczytałam też objawy tamtej choroby. Nie mam żadnych - prócz powiększonych węzłów chłonnych w srodpiersiu. ALE przeszłam później do sarko i.... kurcze, ja NAPRAWDĘ nie odczuwam zadnych dolegliwości. Owszem miałam powięksozny węzeł chłonny na szyi (w czerwcu czy maju, zszedł po 1dniu, dostałąm antybiotyk), miałam popuchnięte nogi (czerwiec/lipiec), bolało i to fest, ale... to wszystko. Obecnie czuje się bardzo dobrze, nie tracę na wadze, mam apetyt, nie pocę się, nie mam kaszlu, nie odczuwam zmęczenia, nie mam powiększonych zadnych węzłów obwodowych, nie mam temperatury (mierze dzień w dzień od miesiąca jak lekarz kazał i zapisuje 36.6-36.8 i nawet do 37 nie dochodzi), żadych duszności, bólu klatki piersiowej. Czy to możliwe, żeby była sarkoidoza bez kompletnie żadnych fizycznych dolegliwości????
vicotec
Lubi pisać
Lubi pisać
 
Posty: 125
Rejestracja: 09 października 2013, 17:15
Lokalizacja: Tomaszów maz.


Re: sarko bez objawów??????

Postautor: Lui00 » 31 października 2013, 17:54

Vicotec ja tak mam, teraz jak zszedł mi rumień na nogach i przestały boleć to pozornie jestem okazem zdrowia. Jedynie co to kaszlę więcej niż kiedyś (ale u mnie w domu wszyscy chorzy po kolei, więc może i od nich podłapałam, więc ostatnio na wszelki dostałam antybiotyk) i męczę się, czego normalnie nie bardzo czuję, ale jak np. miał mi uciec autobus i przebiegłam kilka kroków to myślałam, ze ducha wyzionę. Reszty objawów wymienionych przez Ciebie nie mam i nigdy nie miałam:)
Lui00
Rozgląda się
Rozgląda się
 
Posty: 37
Rejestracja: 27 października 2013, 07:12
Lokalizacja: Polska


Re: sarko bez objawów??????

Postautor: vicotec » 31 października 2013, 18:37

No to może rzeczywiście kaszel to jakiś infekcyjny u Ceibie. U mnie przeszedł całkowicie (stąd m.in pocieszenie lekarza, że gdyby to miała być ziarnica to kaszel wręcz by się nasilał. Nie u każdego wystepuje jako objaw chorobowy, ale jak już wystapi, to przy poważnych rozrostowych chorobach płuc, nie mija "samoistnie", tylko wręcz się nasila, pojawia się krwioplucie itd.). Co do zmęczenia to owszem też BYŁO I NIE MA. Jeszcze we wrześniu nie byłam w stanie wejść na pierwsze piętro. W pracy, gdzie mam do pokonania 3 pietra co 45 minut dostawałam szału. Po pokonaniu tych 3 (czasem 2) pięter, lepiej, żeby nikt nie zaczynał ze mna rozmowy, bo dyszałam jak parowóz i słowa nie mogłam powiedzieć. Musiaąłm przystawać co chwila. Po córkę do przedszkola nie mogłam pokonać 18 schodków (wcale nie stromych). W wynikach krwi wyszła anemia. Pochłaniałam codziennie zelazo, buraka w tabletkach, sok z marchwi, natkę pietruszki i... po 2 tygodniach tej kuracji i zwolnieniu lekarskim wrócxiłam do pracy i mogłam po dwa stopnie na to 3 piętro wskakiwać. I to czasem dwa razy w ciągu 10 minut (jak dyżury w piwnicy). Po zadyszce ani śladu.
Boję się, ze jak zrobie tę mediastinoskopię to dopiero poczuje się chora....
vicotec
Lubi pisać
Lubi pisać
 
Posty: 125
Rejestracja: 09 października 2013, 17:15
Lokalizacja: Tomaszów maz.


Re: sarko bez objawów??????

Postautor: Robert » 31 października 2013, 20:03

Czy to możliwe, żeby była sarkoidoza bez kompletnie żadnych fizycznych dolegliwości????
Pytasz o oczywistości, które powinnaś znać już z lektury forum.
Poczekaj do mediastinoskopii, bo nikt tu ci diagnozy nie postawi, nawet jak zadasz dwieście pytań, a powoli zaczyna robić się to męczące.
Odpowiedź na twoje pytanie jest na forum i to w wielu miejscach.
Wiem że nic nie wiem
Awatar użytkownika
Robert
Dyrektor
 
Posty: 3893
Rejestracja: 12 października 2006, 20:38
Lokalizacja: Dolny Śląsk


Re: sarko bez objawów??????

Postautor: vicotec » 31 października 2013, 20:37

Przepraszam za zadawanie męczących pytań. chciałabym żyć i to wszystko. Z możliwa perspektywą sarkoidozy zmagam się dopiero od kilku tygodni i nie jest mi łatwo. wciąż jest mnóstwo niepewności i diagnozy na dwóch różnych biegunach. Z lektury forum wiem, ze sarkoidoza jest poważnym schorzeniem i dlatego dziwi mnie fakt, ze można na nią chorować i nie mieć objawów. W dziale "Objawy" znalazłam kilka stron poświęconych dolegliwościom związanym z tą przypadłoscią, dlatego zaniepokojona zapytałam - bo u mnie nie występują żadne. Przepraszam, jeśli jest to męczące.
vicotec
Lubi pisać
Lubi pisać
 
Posty: 125
Rejestracja: 09 października 2013, 17:15
Lokalizacja: Tomaszów maz.


Re: sarko bez objawów??????

Postautor: Gemini » 31 października 2013, 21:16

Agnieszka, chyba jesteś jedyna na forum, która chce sobie postatwić diagnozę, zanim zrobi o lekarz :) Trzeba się z Robertem zgodzić, ze pytasz o takie medyczne terminy, które po pierwsze trzeba skojarzyć, bo lekarze tak robią, oraz doszukujesz się rzeczy tak drobiazgowych ,że wpadasz w coraz to większą spiralę skołowania samej siebie. Wielu z nas napisało ze daj sobie spokój, media masz już 4-go. Ja choruje na tę chorobę ponad 20 lat ( bez objawowo, żadnych dolegliwości nie dawała dla jasności) podejrzewano u mnie ziarnice, chłoniaka inny nowotwór, chorobę skóry bo miała ziarna pod skórą widoczne i nie było forum, a lekarze mnie odsyłali od lekarza do lekarza o wiedzy mikroskopijnej i sądzisz ze ja nie chciałam żyć. Nie było kogo zapytać, no może jednostki, ale najpierw trzeba było ich znaleść ..a Ty trafiłaś na forum, gdzie jest wsparcie, można wiele sie dowiedzieć, wiele doczytać, ale ........nie wszystko ...
W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę, a o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu.
Gemini
el gadułos
el gadułos
 
Posty: 1633
Rejestracja: 08 czerwca 2007, 18:20
Lokalizacja: PL


Re: sarko bez objawów??????

Postautor: vicotec » 31 października 2013, 21:31

Ludzie są różni, różną mają psychikę, różne podejście do cierpienia, chorób, do tego co nieuniknione. Różne maja tez rodziny, wsparcie od najbliższych, możliwość "przegadania" problemu. Ja jestem praktycznie sama. Już pisałam kiedyś - mój mąż od 2 miesięcy nawet jeden raz nie zapytał w ogóle co podejrzewają, jak się czuję itd. Nic - cisza martwa. jak poproszę to mnie zawiezie pod wskazany adres i tyle. Jak tu czytam niektóre historie, spisywane przez żony, szukające wiadomości, poruszone diagnozą dotycząca męża, to mnie włosy dęba na głowie staja - że tak w ogóle można, że są takie małżeństwa, gdzie problemy są wspólne i choroby też. Ja mam w sumie tylko Was. I chore dziecko, które bardzo mnie potrzebuje. Denerwuję się diagnozą, koneicznoscią wybycia z domu na cały dzień, obawiam się o reakcje syna, córki. To są głębsze problemy, niż pozornie może się wydawać. I stąd chyba moja niecierpliwość, czasem wściekłość, stany depresyjne, lęk, strach i chęć poznania wreszcie ostatecznej diagnozy.
vicotec
Lubi pisać
Lubi pisać
 
Posty: 125
Rejestracja: 09 października 2013, 17:15
Lokalizacja: Tomaszów maz.


Re: sarko bez objawów??????

Postautor: Robert » 31 października 2013, 21:44

Co druga historia to sarko wykryte przypadkiem, domyśl się dlaczego, a i we wszelkich oficjalnych opisach choroby o tym pisze.
Nie obraź się, ale do czasu otrzymania wyniku powinnaś zająć się czymś co odwróci twoją uwagę, czymś kompletnie innym. Nawet zrezygnować z czytania forum i w ogóle czytania na ten temat, bo niepotrzebnie się nakręcasz. Po co ci znać wszelkie możliwe warianty? Choroba już w tobie jest i serfowaniem po internecie nie zamienisz jej na inną. Czekaj na badanie a potem na wynik i tyle. Nie trać życia na dociekanie co ci jest, bo nie da się tego w ten sposób zrobić. Jedyna droga to badanie, żadne gdybanie.
Wiem że nic nie wiem
Awatar użytkownika
Robert
Dyrektor
 
Posty: 3893
Rejestracja: 12 października 2006, 20:38
Lokalizacja: Dolny Śląsk


Re: sarko bez objawów??????

Postautor: Gemini » 31 października 2013, 21:47

Tak, z pewnością to są główne powody. Na forum ludzie nie są bez serca i sama wiesz ze pochodzimy do twoich wpisów z powagą i staramy się pomóc jak to tylko możliwe, ale do pewnych granic. ....
W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę, a o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu.
Gemini
el gadułos
el gadułos
 
Posty: 1633
Rejestracja: 08 czerwca 2007, 18:20
Lokalizacja: PL


Re: sarko bez objawów??????

Postautor: maria » 01 listopada 2013, 00:21

Zauważyłaś na forum kilka zmartwionych żon, a ilu znalazłaś mężów zmartwionych chorobą żony? ;) Może niektórzy się nie martwią, ale większość tak, tylko inaczej to przeżywa. Mój mąż też tylko mnie zawoził i niewiele pocieszał, a dopiero po dłuższym czasie, gdy już wszystko się wyjaśniło, to powiedział, że przez te dni oczekiwania na diagnozę, to myślał, że zwariuje. Twój mąż też pewnie jest przerażony i boi się czy poradzi sobie w tej niełatwej sytuacji. Ciesz się, że jeszcze nie uciekł! :) Jak mu jeszcze tak trochę potrujesz to ucieknie lub sam się rozchoruje.

Ostatnio na rehabilitacji poznałam starsze małżeństwo. Opowiadali, że ich synowa zmarła w wieku 28 lat na raka. Starszy wnuczek miał 7 lat, a młodszy półtora roku. Ich ojciec nie ożenił się powtórnie i cały czas dzielnie wychowuje synów. Babcia też pomagała ile mogła. Tylko nam się wydaje, że jesteśmy niezastąpione...

Poszukaj sobie w internecie co to jest cyberchondria, bo masz już jej objawy.

Dobrej nocy!
Wszystko będzie dobrze! :)
maria
Tubylec
Tubylec
 
Posty: 578
Rejestracja: 16 marca 2008, 12:58
Lokalizacja: Kraków


Re: sarko bez objawów??????

Postautor: vicotec » 01 listopada 2013, 22:17

Powiem tak, jeśli ma uciekać z powodu choroby żony, z którą jest od kilkunastu lat, jeśli powodem ucieczki ma być to, ze nie umiem "z głową w piachu" przeżywać mojej choroby, to... niech spada gdzie pieprz rosnie. Przepraszam, ale jeśli mąż (czy żona) nie potrafi wspierać drugiej "połówki" w zdrowiu i chorobie, w dobrej i złej doli (jak przysięgał (a) przed ołtarzem), to... po co zakładał taki ktoś rodzinę?????? Rodzina ma się wspierać W TRAKCIE złych, podbramkowych sytuacji, w zdrowiu i chorobie, a nie kiedyś tam "potem" się zwierzać, ze kiedyś tam "przedtem", to on też się denerwował. Do mnie lepiej niech maż nie wyskakuje z takim tekstem, bo go śmiechem zabiję. Co, może mam mu współczuć jeszcze wtedy, okazać wysoce pojętą wyrozumiałość, jaki to on biedny, wrażliwy BYŁ??? Co mi po takim współtowarzyszu zycia, który w sytuacji gdy ja chodzę po ścianach ze strachu i lęku o własne życie, "martwi się" kompletnie nie okazując zainteresowania, nie umiejąc pocieszyć, wysłuchać.
Obcy ludzie mogą się zdenerwować, zmęczyć, zniechęcić, jeśli ktoś zadaje tysdiace "trudnych" pytań i może to być dla obcych męczące. Dla męża - kochającego towarzysza życia - nie powinno być NIGDY.
I czasem takie sytuacje życiowe zdarzają się właśnie po to, by móc zweryfikować ludzi wokół siebie i zobaczyć, na kogo tak naprawdę można liczyć.
vicotec
Lubi pisać
Lubi pisać
 
Posty: 125
Rejestracja: 09 października 2013, 17:15
Lokalizacja: Tomaszów maz.


Re: sarko bez objawów??????

Postautor: Gemini » 02 listopada 2013, 06:46

Agnieszka wybacz, ale Ty nie słuchasz, albo nie chcesz słuchać...co Maria miała na myśli, w swoim tekście doskonale zrozumiałaś ( chyba że nie, ale nie sądzę) ale nie wzięłaś tego pd uwagę. ( mam na myśli cały tekst) Wyżej czytam, że forumowiczka pisze, że nie ma objawów ( jak Ty) a jest zdiagnozowana, lekarz mówi, ze jakby ziarnica to czułabyś się coraz gorzej czyli podają pozytywy, ale Ty nie, nie bierzesz tego pod uwagę, Ty po porostu nie chcesz myśleć pozytywnie, a najtrudniej przekonać przekonanego....Sytuacja rodzinna, ja tego nie oceniam, ale jak tak funkcjonujesz to zapewne nikomu to nie pomaga, szczególnie dzieciom
W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę, a o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu.
Gemini
el gadułos
el gadułos
 
Posty: 1633
Rejestracja: 08 czerwca 2007, 18:20
Lokalizacja: PL


Re: sarko bez objawów??????

Postautor: vicotec » 02 listopada 2013, 09:17

Odezwę się po badaniu. Masz rację, wiele pada pozytywów, czuje się coraz lepiej i tylko myślenie pozytywne mi się wychodzi, mimo że bardzo bym chciała ;-/. Wiem, że jestem panikarą, ale ludzie są różni. Lekarz (szczególnie ten pierwszego kontaktu) powinien zachować elementarne zasady kultury w rozmowie z pacjentem, którego prawie nie zna. Rozmawiałam z 4ma lekarzami w sumie i ŻADEN nie zająknął się na temat ziarnicy czy innego świństwa. ŻADEN. Na tk też kobitka napisała, ze obraz najbardziej sugeruje sarkoidozę, że choroba rozrostowa neo mniej prawdopodobna. Gdzieś tam w głębi duszy wierzę bardzo mocno w to, ze tak jest. Jednak początkowa diagnoza lekarza rodzinnego tkwi we mnie jak zadra, jego słowa śnią mi się w nocy, budzę się zapłakana i kompletnie rozbita. Zwyczajnie lekarz powinien zachować odrobinę więcej delikatności. Gdyby nie jego słowa, przez myśl by mi nie przeszło, ze może to być coa groźniejszego jak sarko i pewnie czekałabym teraz SPOKOJNIE na wynik badania.
Wiesz, tak samo było 5 lat temu, kiedy po zrobieniu testu PAPPA w ciaży, miła pani z rejestracji zadzwoniła do mnie i telefonicznie poinformowała mnie, ze moja córka ma 2 wady letalne i nie przeżyje poza moim organizmem, że lepiej zakończyć ciażę jak najszybciej, bo "to i tak nie ma sensu". Mimo że rozmawiałam potem z wieloma lekarzami, mimo że specjalista od wad płodu po 2 tyg. od "diagnozy" uspakajał mnie, że większe jest prawdopodobieństwo, ze to dziecko kiedyś jadąc na rowerze przewróci się i zedrze kolano niż to, ze jest chore, to mnie do końca ciaży prześladowały słowa rejestratorki (potwierdzone kilka godzin później przez lekarkę - równie delikatną i miłą jak rejestratorka). Urodziłam tydzień wcześniej, do porodu jechałam z ciśnieniem 210/180.
A córeczka urodziła się zdrowa (dostała 6 pkt., przez moje tak wysokie ciśnienie urodziłą się w zamartwicy, ale szybciutko sytuację opanowano) i do tej pory nie choruje.
Niestety, niektórzy lekarze delikatnością i wyczuciem nie grzeszą.
vicotec
Lubi pisać
Lubi pisać
 
Posty: 125
Rejestracja: 09 października 2013, 17:15
Lokalizacja: Tomaszów maz.


Re: sarko bez objawów??????

Postautor: vicotec » 02 listopada 2013, 10:44

Acha, a rodzinki nie katuję swoimi lękami, spokojnie:). Do kogo mam mówić? Do ściany? Dzieci nie są w tym względzie partnerami do rozmowy i wobec nich zachowuję się normalnie, muszę wywiązywać się z obowiązków, prowadzać do przedszkola, szkoły, sprzątac, gotować, prać, wykonywać codzienne zajęcia. A męża nie "truję" bo on nie jest zwyczajnie zainteresowany tym, co się ze mną dzieje. Nie pyta, nie mówi na ten temat, po prostu problem dla niego nie istnieje. To do kogo i po co mam mówić? Ale to dobra lekcja dla mnie, rewelacyjna i baaaaaaaaaaaaardzo pouczająca.
vicotec
Lubi pisać
Lubi pisać
 
Posty: 125
Rejestracja: 09 października 2013, 17:15
Lokalizacja: Tomaszów maz.


Re: sarko bez objawów??????

Postautor: Robert » 02 listopada 2013, 15:18

Nie wiem, ale jesteś dorosła i powinnaś już chyba zdawać sobie sprawę, że są różni lekarze, tak samo jak są różni nauczyciele, policjanci i inni fachowcy, którzy taki sam zawód wykonują tylko z nazwy, bo poziom ich fachowości bywa diametralnie różny.
Jeżeli lekarz o wąskiej specjalizacji z doświadczeniem klinicznym coś do ciebie mówi, jeżeli mówi to do ciebie kilku takich lekarzy, to zapomnij o wywodach lekarza który zna się co najwyżej na grypie i przeziębieniu, i wypisywaniu skierowań. On nie jest wart chwili uwagi.

Co twoich relacji z mężem to one chyba nas nie interesują. Idźcie do poradni małżeńskiej, albo rozwiążcie ten problem między sobą. Wyjaśnij mężowi czego od niego oczekujesz, nie zakładaj z góry, że go to nie interesuje.
Faceci często nie potrafią okazywać uczuć. Zobacz ilu aktywnie pisze na forum. Oprócz mnie, żaden, bo męska natura taka jest, że faceci nie potrafią się uzewnętrzniać i często swoje lęki duszą w sobie.
Z drugiej strony, skoro widziałaś że on taki jest, to po co zakładałaś z nim rodzinę?
Wiem że nic nie wiem
Awatar użytkownika
Robert
Dyrektor
 
Posty: 3893
Rejestracja: 12 października 2006, 20:38
Lokalizacja: Dolny Śląsk


Następna


Wróć do Objawy

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron